Polski rząd wciąż zachęca do zakładania własnych firm i podkreśla dogodne warunki dla rozwoju przedsiębiorczości w naszym kraju. To doskonała metoda na redukcję zatrudnienia i podniesienie wskaźnika PKB, ale w ślad za takim zachęcaniem powinny iść działania rządu mające na celu realną pomoc dla osób, które odważą się otworzyć działalność gospodarczą. W tym zakresie daleko nam jednak do lepiej rozwiniętych państw europejskich, a polski przedsiębiorca może jedynie liczyć na utrudnienia i podwyżki wszelkich opłat obowiązkowych.

ZUS-zmora polskich firm

Jednym z większych obciążeń, z jakimi muszą poradzić sobie polskie firmy są składki na ubezpieczenia społeczne i składka zdrowotna, zbiorczo nazywane jako ZUS. Przedsiębiorca musi odprowadzić składki ZUS zarówno za samego siebie, jak i za każdego pracownika. Na chwilę obecną składka osobista dla właściciela firmy to 1220 zł, przy założeniu, że podstawą wyliczeń jest tutaj wynagrodzenie minimalne. Z kolei utrzymanie pracownika to wydatek 2100 zł, z czego 451 zł to składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. To nie koniec wydatków, bo jest jeszcze część będąca po stronie pracodawcy, tj. 432,18 zł. Pierwsza kwota składek teoretycznie płacona jest przez pracownika za pośrednictwem firmy, ale fizycznie to przecież wszystkie te kwoty stanowią koszt pracodawcy. Mamy więc sumę 2532,18 zł za jednego pracownika z wynagrodzeniem minimalnym, a większe płace to także większe składki.

Trzeba też pamiętać, że wspomniana kwota 1220 zł, jaką osoba prowadząca działalność gospodarczą płaci za siebie to stawka najniższa. I to właśnie według niej będzie w przyszłości liczona emerytura. Sposób obliczania emerytur jest skomplikowany, co chwilę ulega zmianie, a do tego owiany jest tajemnicą. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że prowadząc przez lata firmę i opłacając składki ZUS od najniższej krajowej, można spodziewać się także najniższej emerytury.

Zmiany w składkach ZUS – dla jednych ulga, dla drugich katastrofa

Nie dość, że już od dawna składki ZUS zabijają polską przedsiębiorczość, to są one sukcesywnie podnoszone. Nie inaczej będzie teraz, ponieważ rząd planuje nowe zmiany od 2019 roku. Z jednej strony będą ulgi, a z drugiej strony cała masa firm przywita się z większym obciążeniem, bo szykuje się kolejna podwyżka.

Praktykowany do tej pory mały ZUS dla nowych firm, który przysługiwał przez pierwsze dwa lata działalności gospodarczej stanowi obecnie wydatek około 600 zł. Nowelizacja przepisów zmienia całkiem zasady, bowiem od 1 stycznia 2019 roku mały ZUS będzie przysługiwał jedynie firmom, które nie przekraczają dochodu 5250 zł miesięcznie. Do tej pory nie było ograniczeń kwotowych, więc zmiana jest niekorzystna, bo obejmie mniejszą liczbę podmiotów. To ewidentna korzyść dla budżetu państwa, która promowana jest jako pomoc dla small businessu.

Na domiar złego, od początku roku 2019 wszystkich prowadzących działalność gospodarczą czekają podwyżki. Składki będą wyższe o 7,3%, co w przypadku wynagrodzenia minimalnego generuje koszt większy o około 100 zł. A im większe wynagrodzenia pracowników, tym gorzej. Ogólna podwyżka składek ZUS wpłynie także na kwotę preferencyjnych składek.

Można powiedzieć, że mały ZUS w nowej odsłonie to pseudo promocja, bo w efekcie i tak będzie wyższy niż obecnie obowiązujący, a dodatkowo skorzysta z niego zaledwie 175 tys. firm. Natomiast oficjalna podwyżka składek ogólnie stosowanych uderzy po kieszeni wszystkie podmioty. Nic dziwnego, że polscy przedsiębiorcy coraz częściej otwierają swoje firmy w Czechach, w Niemczech albo Anglii, gdzie prowadzenie działalności gospodarczej jest i tańsze i łatwiejsze.